Jestem psychologiem, zajmuje sie rozwojem w czlowieka w ciagu zycia, najczesciej pracuje z dziecmi i z mlodzieza. Pisze doktorat o adopcji i tozsamosci. Ten blog to moj brulion, zeszyt z notatkami o mojej pracy, badaniach, zainteresowaniach.
Kategorie: Wszystkie | Dla dzieci | Notatki | Nowe
RSS
wtorek, 06 listopada 2007
Przeprowadzka
Kochani (ci co tu jeszcze zagladaja),

przeprowadzilam sie tutaj

http://psycholognotuje.blox.pl/html

Zapraszam!

czwartek, 19 lipca 2007
Prawa dziecka w Polsce czyli hulaj dusza, piekla nie ma

http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,4321563.html

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,4324242.html

Napisalam juz co sadze o takim potraktowaniu dzieci na DublinDoku.

Tutaj wrzucam list, ktory napisalam do Komisarza Praw Czlowieka przy Radzie Europy. Nie dostalam jeszcze odpowiedzi. Moze w ogole nie dostane. Byc moze polskie organizacje juz sie tym zajmuja. A moze nie. Ale mysle, ze stalo sie cos bardzo zlego i nie nalezy przechodzic obok obojetnie.
Dlatego ten list napisalam i dlatego publikuje go tutaj.


Date: 18-Jul-2007 15:43
Subject: Human Rights violation in Poland
To: commissioner@coe.int


To whom it may concern:

Dear Sir/Madam,

I would like to turn your attention to the Polish social services' disregard and blatant violation of Human Rights as presented in yesterday's news reports (the link to the news report in Polish is inserted at the end of this e-mail).

In brief, the story concerns a family where the parents are in the middle of a bitter divorce. They have three children: a daughter, 8, and two son's aged 12 and 14. From the news report we learn that the boys do not want to live with their mother who seems to have treated them in a neglectful manner. The boys have repeatedly run away from their mother to their father's house, some 100 km away. Each time they run away, the children have to travel on their own. However, instead of resolving the matter amicably, the mother of the boys accused their father of sexually abusing their children and on these grounds a case was filed against him. He is currently under investigation. The boys, in the meantime, ran away to the father's house again, resulting in the local judge ordering the social services to remove them. A police squad was sent to remove the boys, against their will, using brutal, physical force and causing tremendous distress to the boys and their family. This has all be captured on camera and can be seen at the above link.

I understand that citizens of a state have to abide by its laws. However, I find it beyond my ability to comprehend why these children were treated in such an inhumane and cruel manner. I am also concerned that such events occur on a regular basis throughout Poland.

I am writing this e-mail as a Polish citizen who is deeply concerned for what is happening in her country. I am also writing it as a human being whose heart broke at the sight of two boys being dragged out of their home and shoved inside the police car like criminals. I am also writing it because, as a professional working in the area of child research and policy, I know how grave the psychological and developmental consequences of such actions against children can be.

I have decided to turn to Your office as the current Polish governemnt has proven over and over again that the welfare and well-being of Polish citizens, especially those most vulnerable, is not a priority.

I do not know what you can do, if anything at all. But I believe that time has come to hold Poland accountable as a member of the European Union and a signatory of The Convention on the Rights of the Child and The Convention for the Protection of Human Rights and Fundamental Freedoms.

Is there any action that Your Office can take in order to draw international attention to this and other such cases? Can you advise what action can be taken by an individual such as myself - a citizen of Poland and a European?

I will be very grateful for any action or advice on your part.

(Below is the news report with the clip)

Kind Regards,

(imie, nazwisko, miejsce pracy)


Gdybyscie chcieli napisac do Komisarza, to adres jest nad listem.

środa, 13 czerwca 2007
Plagiat
Jeden z moich tekstow zostal splagiatowany. Szczegoly na moim prywatnym blogu. Jestem nieludzko zmeczona, od poniedzialku rano, od kiedy sie wszystko wydalo, dzialam na najwyzszych obrotach. Ledwie zyje.

Musze zwolnic.

Ale wroce tutaj jak sie tylko wszystko uspokoi, a ja bede mogla zaczac myslec o psychologii. Tesknie do niej ;-)
wtorek, 08 maja 2007
Nowa kategoria

No i doczekal sie blog nowej kategorii ;-)
Nazwalam ja "Dla dzieci", ale tak naprawde to sa to podpowiedzi dla rodzicow.
(Najbardziej i najwiecej oczywiscie bedzie o adopcji.)

Wiem, ze rozmawianie z dziecmi na wszelkie trudne tematy czasami okazuje sie klopotliwe, ze nie bardzo wiadomo co powiedziec, albo jak to zrobic, zeby dziecku nie namieszac czy zeby go nie zranic.

Nie proponuje przepisow, tylko podpowiedzi wlasnie i bede sie bardzo cieszyc z kazdej dyskusji. Prosze zebyscie mnie poprawiali, zebyscie dopowiadali i zebyscie podawali wlasne pomysly i przyklady. Mnie przyda sie to w badaniach i w pracy, a moze okaze sie, ze przydalo sie tez jakiemus dziecku i jego rodzicom?

Pierwszy tekst pod spodem. Link TUTAJ
wtorek, 17 kwietnia 2007
Jak bede miec 25 lat to bede zawodowym footballista a zona bedzie gotowac mojej rodzinie pysznie kolacje
Znakomite spotkanie z dr Jane Elliot, ktora przyjechala STAD.

Wyobrazcie sobie, ze macie 11 lat. Wyobrazcie sobie, ze ktos prosi Was, zebyscie napisali wypracowanie pt: "Jak bede miec 25 lat. Moje zycie rodzinne, moja praca, moje zainteresowania."

Chlopcy: srednio 180 slow, glownie pilka nozna, ile beda zarabiac, gdzie beda pracowac.
Dziewczynki: srednio 228 slow, glownie o mamie i pracach domowych, kim z zawodu bedzie maz, o pilce noznej dwa razy - "Maz bedzie zabieral syna na mecze" i "Nienawidze footballu!".

Jesli ojciec dzieci pracowal umyslowo to pisaly o ... ojcu wlasnie, o tym, ze beda miec domek na wsi (biale sztachetki, zielona trawka, owieczki, zawsze slonce, spacery z psem, kominek w salonie) i o tym jaki beda mialy samochod i gdzie beda nim jezdzic.
Dzieci ojcow pracujacych fizycznie pisaly, ze do pracy trzeba zdazyc na autobus, ze z synem trzeba grac w pilke nozna, ze maz w domu musi odpoczac; o wlasnym ojcu nie pisaly.

Jak ktos ma 11 lat to, wklada mnostwo energii w zrozumienie jakim powinien/powinna byc i jak sie dopasowac; jaki jest jego/jej swiat i jakie role wykonuja najblizsi mu/jej ludzie.

Jak ktos ma 11 lat, to juz nie jest dzieckiem tylko "duzym chlopcem" albo "duza dziewczynka" i niemozliwe zeby myslal/a o sobie inaczej, bez plci. W koncu, dla przecietnego jedenastolatka, podzial wsrod doroslych przebiega wedlug linii plci bo mama i tata (i reszta rodziny tez; i rodziny kolego i kolezanek; etc.) robia inne rzeczy.
Plec spoleczna konstruowana i odgrywana jest w okreslonym spolecznym kontekscie.
Jesli jedenastolatek wyobraza sobie siebie jako doroslego, to wyobraza sobie siebie jako dorosla kobiete lub doroslego mezczyzne i opisuje wedlug tego, jak postrzega role doroslej kobiety lub doroslego mezczyzny.

Pocieszajace jest to, ze badanie przeprowadzono w 1969 roku.
(Co przeczytalibysmy dzisiaj? Co napisalyby polskie dzieci?)
I to, ze kiedy czlowiek dorasta, to pojawiaja sie watpliwosci; ze odrzuca dzieciece identyfikacje i w ich miejsce tworzy nowe.

Oczywiscie jesli ma do tego warunki.
środa, 28 marca 2007
Lustro i plac budowy czyli uwazac na to co sie mowi

Socjoszpieg napisala fantastyczna protest-notke o wyksztalciuchach i co dyskurs polityczny moze zrobic z ludzmi.

Link TUTAJ. I jeszcze JEDEN do Socjopatycznej Malkontentki.

Obiecalam Socjoszpiegowi, ze napisze o metaforze lustra i placu budowy czyli o tym, jak widzi jezyk psychologia dyskursu. Bedzie teoretycznie, ale w zwiazku z tym co juz napisane - linki powyzej.

Jonathan Potter pisze o dwoch metaforach funkcji jezyka: o metaforze lustra i metaforze placu budowy.

W metaforze lustra jezyk stanowi gladka powierzchnie, od ktorej jak w lustrze odbijaja sie przedmioty, ludzie, zdarzenia. Poprzez opowiesci, stwierdzenia, opisy, jezyk jako lustro ma pokazywac rzeczy jakimi sa. Ma je reprezentowac. Te jezykowe odbicia rzeczywistosci uwazane sa za rzetelne, faktyczne, doslowne. Moze sie tez zdarzyc, ze jezyk/lustro odbije cos krzywo i pojawia sie przeklamania i niescislosci. W metaforze lustra jezyk jest pasywny - stanowi odbicie swiata. Ale moze tez, tak jak odbicie w lustrze lub fotografia, zastapic jego obraz.

Metafora placu budowy ma dwa poziomy. Po pierwsze, opisy, opowiesci, etc. konstruuja (tworza) swiat lub przynajmniej pewna jego wersje. Po drugie, same opisy i/lub opowiesci sa konstruowane w trakcie wypowiedzi czy rozmowy zaleznie od kontekstu. Tworcza sila jezyka oznacza, ze istnieje mozliwosc stworzenia czegos nowego, wyprodukowania najrozniejszych struktur i tworow, a takze ze mozna do tego uzyc roznych materialow. Metafora ta przypomina, ze ludzie roznie opisuja rzeczywistosc, w zaleznosci od kontekstu, od tego co i do kogo (i dlaczego) mowia.

Potter pisze, ze z lustrem niewiele mozna zrobic. Mozna je wyczyscic, wytrzec, ale lustro tylko przyjmuje i odbija. Jesli jednak zbudujemy dom, to moze on miec dowolna liczbe kominow, okien czy kilka rodzajow drzwi. Moze byc zbudowany z cegiel albo z drewna, kryty sloma lub dachowka. Wedlug Pottera, rzeczywistosc staje sie w miare jak sie ja opisuje i jak sie o niej opowiada. Wkracza w ludzkie dzialania w miare konstruowania kategorii i opisow, ktore sa rowniez czescia samych dzialan. Rzeczywistosc nie zostala ustalona wczesniej przez boska sile lub nature, ktora nakazuje nam akceptacje narzuconego porzadku. Potter pisze, ze rzeczywistosc jest konstruowana przez to jak ludzie o niej mowia, pisza, lub sie o nia spieraja.

Nie sposob zdecydowac, ktora z metafor jest prawdziwa czy sluszna. Zeby ocenic czy dany opis jest odbiciem rzeczywistosci nalezy go z rzeczywistoscia porownac. Ale rzeczywistosc (lub "rzeczywistosc") staje sie wtedy kolejnym opisem i znowu pytanie czy ten nowy opis jest odbiciem czy tez konstrukcja?

czwartek, 22 marca 2007
Adopcja zagraniczna raz jeszcze - moj komentarz do komentarzy

Komentarz do Waszych komentarzy zrobil sie tak dlugi, ze postanowilam zrobic z niego osobna notke.

Marek: W krajach Europy Zachodniej matki prawie przestaly oddawac dzieci do adopcji. Ciagle jednak sa pary (i osoby samotne tez ale rzadziej), ktore, z roznych powodow, chca adoptowac dziecko. Ci ludzie musza szukac dzieci za granica - w krajach biednych, nierozwinietych, w kryzysie, etc. W Irlandii w 2004 zarejestrowano prawie 500 dzieci adoptowanych z zagranicy. W tym samym roku adoptowano mniej niz 100 dzieci irlandzkich. Wyglada na to, ze im lepsza sytuacja ekonomiczna i spoleczna w danym kraju, tym mniej dzieci oddaje sie do adopcji i tym wiecej przeprowadza sie adopcji zagranicznych.

Balderdash: Ja nie oceniam intencji ludzi adoptujacych dzieci w ogole, tylko to jak te adopcje sa przeprowadzane. Sa ludzie, ktorzy bardzo chca miec dzieci a nie moga i adoptuja, bo chca miec rodzine. Sa ludzie, ktorzy juz maja dzieci i adoptuja wlasnie dlatego, ze moga komus pomoc. Zgadzam sie, ze w pragnieniu posiadania dzieci jest troche egoizmu i troche altruizmu, ktore zreszta pojawiaja sie w kazdej motywacji. Kwestionuje jednak lapczywosc, ktora pokazaly Madonna i Angelina i to, ze obie zostaly potraktowane jak rodzice lepszej kategorii. Normalnie ludzie latami czekaja na dziecko i musza przejsc dlugi i bolesny proces, podczas ktorego sprawdza sie ich przydatnosc jako rodzicow. Nie moga tez adoptowac z dowolnego kraju - konwencja Haska okresla jakie warunki musza spelniac kraje wysylajace i przyjmujace dzieci i nie pozwala na to, zeby wejsc do sierocinca i wybrac sobie dziecko. Stany Zjednoczone co prawda nie ratyfikowaly tej konwencji, wiec Madonna i Angelina jako obywatelki USA teoretycznie nie musza jej przestrzegac, ale to pokazuje moim zdaniem niebezpieczny trend w adopcji zagranicznej - bogaci Amerykanie nie musza sie przejmowac tym jak i skad adoptuja dzieci. Stad prosta droga do kupowania ich.

Ala: Obrazek dziecka dorastajacego w srodowisku, w ktorym sie urodzilo (dzwieki, zapachy, kolory, etc.) moze faktycznie wydawac sie romantyczny, ale z badan nad adopcja zagraniczna wynika, ze to gwaltowne przeniesienie z jednego swiata do drugiego niesie ze soba ryzyko dla dziecka. Byc moze ze wzgledu na klopoty z integracja sensoryczna, ktore pojawiaja sie u wielu dzieci mieszkajacy na stale w instytucjach takich jak domy dziecka i sierocince. Oprocz tego, male dzieci nie maja struktur poznawczych, ktore chronia je przed szokiem - dziecko sobie nie wytlumaczy, a jesli nie rozumie jezyka to nie mozna mu wytlumaczyc. Dzieci, nastolatki i mlodzi dorosli z ktorymi pracuje czesto opisuja te zmiane w kategoriach stresu i traumy, wiec cos jest na rzeczy.

Co do fundowania szpitali, szkol i innych, zgadzam sie, ze problem jest strukturalny i ze jedna Madonna z Angelina go nie rowiaza nawet gdyby chcialy. Ale tak jak pisalam wyzej, nie chodzi mi o to, ze adoptuja, tylko o to jak to robia. Piszesz, ze "celebrities" adoptuja dzieci poniewaz chca cos przekazac. I ze "biała zamożna kobieta może i chce stworzyć rodzinę z "kolorowymi" dziećmi i że te kolory i zamożność nie mają znaczenia, że wychowa dziecko, które będzie zupełnie takie samo jak jej/jego rówieśnicy z innych bogatych rodzin." A ja pytam, co z dziecmi, ktore zostaly w sierocincu i ktore, ze wzgledu na prawo miedzynarodowe (konwencja Haska j.w.) nie maja szans na adopcje? Wydaje mi sie, ze nawet jesli Angelina i Madonna zwracaja uwage na problemy w biednych krajach, to pokazuja tez ze mozna obejsc prawo, ktore powinno obowiazywac wszystkich.

Poza tym, te dzieci nie beda takie same jak ich rowiesnicy. Po pierwsze, beda adoptowane - rodziny adopcyjne zawsze roznia sie od biologicznych (bez wzgledu na to, co mowia rodzice adopcyjni, to badania i doswiadczenie kliniczne pokazuja, ze rodziny ado i rodziny biol nie sa takie same, co nie znaczy ze jedne sa gorsze od drugich!). Po drugie, te dzieci beda kolorowymi dziecmi wychowanymi przez bialych rodzicow - "moje" dzieci opowiadaja jak smarowaly sie grubo kremem albo godzinami szorowaly skore, zeby chociaz przez chwile byc bialym tak jak ich rodzice adopcyjni. Po trzecie, kiedys beda musialy wyjsc w swiat gdzie panuja uprzedzenia i rasizm, a ich biali, bogaci, nie-adoptowani, uprzywilejowani rodzice nie przygotowuja ich do zderzenia z rzeczywistoscia.

No i jeszcze jedno - Angelina koncertowo zlekcewazyla glowne zalecenia przy adopcji zagranicznej (i tej zwyklej tez). Niespokrewnione dzieci adoptuje sie w porzadku urodzenia, czyli zawsze mlodsze od poprzedniego. Nalezy rowniez adoptowac dzieci z tego samego kraju (najlepiej z tego samego sierocinca/domu dziecka jesli jest taka mozliwosc), zeby zapewnic dzieciom chociaz minimalne poczucie ciaglosci i przynaleznosci.

A teraz zapraszam do Ani, ktora o adopcji wie wszystko i ktora poprosilam zeby napisala jeszcze pare slow...

piątek, 09 marca 2007
Dziecko Angeliny czyli Anglik w koloniach

O tym jak Angelina Jolie znowu adoptuje dziecko TUTAJ i TUTAJ

Adopcja miedzynarodowa (lub adopcja zagraniczna) na dobre zaczela sie po II Wojnie Swiatowej. Osierocone i zagubione dzieci wysylane byly przez agencje pomocowe do Anglii, Szwecji, Finlandii, Ameryki etc. Potem Amerykanie zaczeli masowo adoptowac dzieci koreanskich kobiet i amerykanskich zolnierzy, ktore w Korei byly porzucane i wyrzucane poza nawias spoleczenstwa. W latach 90 poprzedniego stulecia, po upadku rezimu Ceaucescu w Rumunii, telewizja BBC pokazala wstrzasajacy dokument o dzieciach z rumunskich sierocincow i swiat zauwazyl dzieci z Europy Wschodniej. (Pisalam o tym na TUTAJ).

Dzis adopcja miedzynarodowa czesciej wynika z bezdzietnosci par i z tego, ze w krajach rozwinietych prawie nie ma dzieci do adopcji, niz z realnej potrzeby pomocy. Jednak ludzie adoptujacy chinskie dziewczynki ciagle podkreslaja nieszczescie dzieci i potrzebe ratowania ich.

Mam klopot z dyskursem adopcji miedzynarodowej. Nie wiem juz co myslec, kiedy po raz kolejny slysze jak ludzie w jednym zdaniu mowia, ze trzeba ratowac dzieci i nie, nigdy nie zostana rodzina zastepcza, bo dziecko jest po przejsciach. A potem mowia o swojej chinskiej coreczce, ze jest sliczna jak laleczka.

W Azji matki oddaja do adopcji dzieci, nie tylko dlatego, ze to straszny wstyd zostac samotna matka. Ze bieda tam niewyobrazalna i jesli kobieta sie nie zrzeknie dziecka to pewnie umra oboje. Robia to rowniez dlatego, ze nieuczciwe agencje im za to placa. Chyba pol roku temu, okazalo sie, ze kobieta, ktora zostala wyznaczona przez rzad Irlandii do posredniczenia w adopcjach w Wietnamie po prostu kupowala dzieci od ubogich kobiet. Dzieci z podrobionymi papierami ladowaly w sierocincu, a ona zyczyla sobie pieciu tysiecy euro od adoptujacej pary. Pieniadze mialy byc przeznaczane na oplaty administracyjne i datki dla sierocinca. W rzeczywistosci byly dzielone miedzy posredniczke i nieuczciwych policjantow i urzednikow.

W Malawi, skad Madonna adoptowala malego Davida, sierociniec czesto jest traktowany jako przechowalnia. Po smierci matki, kobiety z rodziny musialy podjac decyzje kto bedzie go wychowywal i mozliwe, ze na ten czas ojciec Davida otrzymal polecenie oddania go do sierocinca. Ojciec w Malawi nie ma nic do powiedzenia, wszystkie decyzje podjemowane sa przez kobiety.

W Brazylii, sierocince rowniez sa traktowane jako przechowalnie. Wysyla sie tam dziecko, kiedy rodzi sie nowe, kiedy jest susza, kiedy braknie jedzenia, kiedy sa zamieszki etc. Jesli w poblizu jest ciotka, ktora ma wiecej czasu, ona zajmuje sie dzieckiem. Jesli nie, dziecko trafia do sierocinca, w rozumieniu rodziny - na troche.

Nie jestem przeciwna adopcji. Dla wielu dzieci to jedyne wyjscie i jedyna szansa na zdrowe, godne zycie. Dla wielu ludzi jedyna szansa na rodzicielstwo.

Nie jestem przeciwna pomaganiu dzieciom, ale dlaczego Madonna funduje kolejny sierociniec? Dlaczego nie szkole albo szpital? Dlaczego nie zainwestuje w przedszkole? Dlaczego zabiera jedno dziecko z jego srodowiska, z jego jezyka, z jego dzwiekow, zapachow, kolorow, a pozostawia cala reszte i dlaczego twierdzi, ze robi to z z potrzeby pomocy? Jaki cel ma Angelina w tworzeniu swojej kolorowej rodziny?

Wiekszosc dzieci adoptowanych z zagranicy rzeczywiscie tego potrzebowala, ale jakos bardziej wierze ludziom, ktorzy mowia "adoptowalismy dziecko bo chcielismy miec dziecko" niz tym, ktorzy mowia "adoptowalismy, bo tyle dzieci na swiecie potrzebuje pomocy". Zawsze gryze sie wtedy jezyk, bo mam ochote powiedziec, ze trzeba bylo temu dziecku zalozyc fundusz i pomagac mu bez przesadzania go w inne miejsce i w inna kulture.

Madonna i Angelina zachowuja sie jak Anglicy w koloniach. Pochylaja sie nad malymi dzikuskami i wybieraja, ktory bedzie sie ladnie prezentowal w salonie. A chinskie malzenstwa, ktore chca adoptowac chinskie dziewczynki z chinskich sierocincow, wpisywane sa na listy rezerwowe, poniewaz pierwszenstwo przy adopcji maja pary z Zachodu.

Konwencja Haska mowi, ze adopcja ma sluzyc w najlepszym interesie dziecka. Tylko co to jest?

środa, 28 lutego 2007
Piatka

SocjoSzpieg zaprosila mnie do blogowej zabawy.

Zabawa bardzo mi sie podoba, bo niektore blogi jakos tak ladnie nabraly rumiencow, a poza tym to swietna okazja poszperac po sieci i po nieznanych blogach.

Napisanie pieciu malo znanych faktow nie jest trudne, bo to nowy blog. Napisanie pieciu faktow, na blogu, w ktorym psycholog notuje sobie bardziej lub mniej zawodowo okazalo sie trudniejsze ;-)

1. Kiedy zaczelam pracowac w Irlandii, okazalo sie, ze odkrywam nie tylko nowa kulture i nowe miejsce. Jako psycholog wyksztalcony w Polsce, w specjalizacji innej niz kliniczna, bylam przyzwyczajona do tego, ze badania psychologiczne opieraja sie na kwestionariuszach wypelnianych przez tysiace ludzi. A w Irlandii okazalo sie, ze mozna prowadzic rewelacyjne i fascynujace badania jakosciowe, z mala proba i z bliskim kontaktem z osobami badanymi. Wymagalo to ode mnie kompletnego przestawienia optyki ale warto bylo!

2. Duzo w pracy jezdze w teren i rozmawiam z ludzmi malymi i duzymi. Podczas tych podrozy zakochalam sie w Zachodniej Irlandii - jest przepiekna a ludzie przemili. Gdybym kiedys miala zdecydowac, ze tu zostane, to tylko na zachodzie.

3. Jako studentka psychologii (dobre pare lat temu) wspolorganizowalam miedzynarodowy kongres psychologiczny, ktory odbyl sie w Polsce. Poniewaz kongres byl tez jubileuszowy, postanowilismy to uczcic robiac cos niezwyklego. Zdecydowalismy, ze wydamy gazete kongresowa, a ja zostalam redaktorem naczelnym. Kongres trwal piec dni i wyszlo piec numerow. Gazeta odniosla sukces, psychologiczne slawy nie mogly sie jej nachwalic. Kilka tygodni temu, poszlam na seminarium amerykanskiego profesora psychologii, ktory bral udzial w kongresie w Polsce. Po seminarium zaczelismy rozmawiac, przypomnialam mu, ze juz sie kiedys spotkalismy na kongresie w Polsce... Profesor popatrzyl mi gleboko w oczy i zawolal "Pamietam cie! To ty wydawalas ta gazete!" Okazalo sie, ze profesor zatrzymal wszystkie numery na pamiatke i przeglada je wspominajac jak sie wspaniale wtedy bawil.

4. Uwazam, ze irlandzcy mezczyzni sa czarujacy. Nie moge tego samego powiedziec o irladzkich kobietach. Musialam sie przestawic, bo Polsce bylo odwrotnie - zawsze uwazalam, ze Polska to kraj wspanialych babek i takich sobie facetow (bez urazy panowie, sa wyjatki!) i przyjaznilam sie wylacznie z kobietami. W Irlandii sa swietni mezczyzni (i mam wsrod Irlandczykow przede wszystkim kumpli), a do kobiet jakos sie nie moge przekonac (chociaz tez sa wyjatki).

5. Podobno najblizszy irlandzki odpowiednik mojego imienia to Sadhbh. Wymawia sie [saiv] i po angielsku znaczy goodness czyli u nas dobroc. I nijak mi to znaczenie nie pasuje ..... ;-) Ale uwazam, ze imie jest cudne.

Zabawa polega na tym, ze trzeba zaprosic do zwierzen nastepne piec osob. Poniewaz to jest nowy blog i nie mam jeszcze duzo w zakladkach to zaprosze tych, ktorzy sie tu czasem pojawiaja. (Ale tylko jesli macie ochote).

Mlody Fizyk

Miasto

Balderdash

Marek

środa, 21 lutego 2007
O kielbasie i sari czyli album rodzinny planety Ziemi

Trinity College w Dublinie obchodzi tydzien miedzykulturowy. Dalam sie zawlec na jakis raut i na rozpoczecie programu badawczego o imigracji. Podczas uroczystego rozpoczecia mialam Cos Powiedziec i Sie Usmiechac. Wykonalam. Nie udalo mi sie potem uciec, poniewaz droge do wyjscia zastapil mi tlum Irlandczykow, ktorzy musieli na wlasne oczy zobaczyc, wlasnymi uszami uslyszec, dzgnac paluchem i wykonac standardowy zestaw pytan i okrzykow:

"No, niemozliwe, ze jestes Polka, w zyciu bym sie nie domyslil/a!"

"Musze ci powiedziec, ze wspaniale mowisz po angielsku!"

"Przyjechalas tu do pracy, tak?"

"Caly personel sprzatajacy u mnie w firmie to Polacy."

"Moja corka ma polska wspollokatorke i opowiadala, ze tamta przywiozla wedliny z Polski i cala lodowka nimi przeszla!"

I tak dalej..... Niewinne komentarze i pytania. W koncu sama prawda - Polacy zazwyczaj slabo mowia po angielsku, maja silny akcent, przyjezdzaja do Irlandii za praca, najczesciej sprzataja i jedza dziwne rzeczy. Sami tez w to uwierzylismy. Czy nie dlatego wiekszosc nie uczy sie jezykow, przyjmuje kazde zajecie i kupuje jedzenie wylacznie w polskich sklepach (ktore sie wysypaly jak grzyby po deszczu)? W koncu po co? Wiadomo, ze Ajrisze i tak nie dadza nam awansowac/zarobic/zjesc porzadnie.....

Ta garstka ludzi, ktorzy robia tu kariery, poslugujac sie angielskim rownie dobrze jak Irlandczycy i jezdza po zakupy do Dunnes Stores albo Superquinn, jest niereprezentatywna. Jedni powielaja stereotyp, a inni musza sie z niego tlumaczyc. Bez wzgledu na to jak swobodnie poruszamy sie w irlandzkiej przestrzeni, jak znakomicie odszyfrowalismy tutejszy kod kulturowy, jak przekonujaca jest nasza maska irlandzkosci, w momencie kiedy slychac slowo "Polak", uruchamia sie stereotyp. Z "nas" stajemy sie "nimi".

Polacy nie maja poczucia humoru, sa szarzy, bez wyrazu i niewyksztalceni. Ale solidnie sprzataja, nie sprawiaja klopotow i dziewczyny z Polski sa ladne. Czarni sa muzykalni, dobrzy w sporcie, swietnie tancza i maja seksappeal. Ale sa tez nieobliczalni, agresywni, mniej inteligentni i tyja. W koncu wszyscy to wiedza, nie?

Stereotyp pojawia sie kiedy ludzie z jednej grupy redukuja i upraszczaja fakty, normalizuja osady o cechach ludzi z innej grupy i utwierdzaja siebie i innych w swoich przekonaniach. Stereotypy pojawiaja sie najczesciej tam, gdzie istnieja duze roznice w ukladzie sil miedzy zaleznymi od siebie grupami. Moglabym tu zaczac o feministkach, ale wroce do inicjatywy Trinity.

Naprzeciwko starej biblioteki z Ksiega z Kells, dookola trawnika stoja fotografie rodzin z calego swiata. Wystawa zatytulowana jest 1000 Families. Niemiecki fotograf wyruszyl w podroz po swiecie, zeby przyblizyc "nam" "ich" twarze, postacie, rodziny z kuli ziemskiej.

Na fotografiach Afrykanie maja dzidy, Meksykanie katusy i ponczo, Indianie koce i lamy, Kalifornijczycy opalenizne, Francuzi duzo dzieci, Wegrzy wasy, Pakistanczycy obwieszony swiecidelkami motorower, Hindusi sari, Panamczycy kapelusze i ladne corki, Jordanczycy Petre . Fotografie rodziny z Europy Wschodniej (i rodziny angielskiej) sa czarno biale. Obok rodziny z Polski pzreszlam dwa razy i przypadkiem zauwazylam, ze to Polacy (zreszta jacy tam Polacy, jak ta rodzina jest ze Slaska!). Rodzina z Irlandii przebrana jest w stroje cyrkowe.

Rodziny egzotyczne sa przykladnie egzotyczne, rodziny zza bylej Zelaznej Kurtyny sa szare i rozmazane, rodziny amerykanskie sa albo monstrualnie grube albo super atletyczne, rodzina z irlandzkiego narodu szalencow, artystow i pijakow jest szalona i artystyczna, bliskowschodni mezowie nie maja zebow a ich zony zawiniete sa w zwoje materialu.

A ja chcialabym zobaczyc zdjecia nie jak z katalogu biura podrozy. Nie chce obrazkow z ulotek i kampanii na rzecz integracji imigracji. Szczerze mowiac, w nosie mam integracje z postaciami z kartonu. Artysta-fotografik zaszalal i zrobil kilka zdjec rodzin mieszanych rasowo. Wiecej nie, bo nie pasuje. A ja chcialam, obok tej calej dziwacznej politycznej poprawnosci, zobaczyc zdjecie angielskich lesbijek, z czego jedna Hinduska, wychowujacych piecioro rodzonych i adoptowanych dzieci. Chcialabym zobaczyc Pakistanke-prawniczke z mezem zajmujacym sie domem. Chcialabym, zeby ta polska rodzina nie byla taka kielbasiana i wielopokoleniowa, w tureckich swetrach. Chcialabym zeby te rumuskie dziewczynki graly na bongosach a nie na skrzypcach. Chcialabym zobaczyc irlandzka rodzine podejmujaca obiadem swoich chinskich sasiadow. Chcialabym zobaczyc rodziny takie jakimi sa, te zwykle i te niecodzienne, razem, przemieszane, ich zdjecia rozstawione po calym szacownym starozytnym kampusie. Chcialabym sie czegos nauczyc o tych wszystkich rodzinach z planety Ziemia.

(Chcialabym, zeby ogladajacy wystawe Irlandczycy nie mysleli, ze Polacy sa tacy szarzy, nudni i glupio wygladajacy jak na zdjeciu. Nie mam juz sily sie usmiechac i tlumaczyc.)

Zobaczylam stereotyp. Powielony, wzmocniony, blyszczacy, ustawiony tak, zeby nie trzeba sie bylo meczyc ogladajac. Zobaczylam jak "my" widzimy "ich" i jak "oni" widza "nas".

O jednym ze zdjec z tej wystawy pisalam TUTAJ i mysle, ze wtedy zobaczylam cos ludzkiego, normalnego i prawdziwego.

 
1 , 2
Wszystkie prawa autorskie, zarówno osobiste, jak i majątkowe, do wszystkich tekstów zawartych na blogu sadhbh.blox.pl przysługują wyłącznie jego autorom. Wszystkie teksty prezentowane na tym blogu są chronione prawem autorskim, porozumieniami międzynarodowymi o prawie autorskim oraz innym ustawodawstewm i porozumieniami międzynarodowymi o ochronie praw na dobrach niematerialnych. Naruszenie tych praw podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.